Marszałek jako Artysta

Marszałek Województwa Śląskiego bardzo lubi gmerać w instytucjach kultury. Żaden inny nie ma na swoim koncie tyle ingerencji w muzea czy teatry, co pan Jakub Chełstowski – a mija dopiero rok jego urzędowania.

Zastanawiam się, czy przez Marszałka nie przemawia niespełniony artysta? Bo niestety, pan Chełstowski nie bardzo radzi sobie ze sprawami administracyjnymi: na trzy odwołania dyrektorów śląskich instytucji kultury, w dwóch fatalnie pogubił się prawnie; trzecie – w toku. Jednak kreatywności, jak przystało na artystę, Marszałkowi odmówić nie można: jak mu z dyrektorami nie wychodzi, to szuka szczęścia w innych metodach – i tak w kwestii Regionalnego Instytutu Kultury już zamachu na dyrektora nie planuje, tylko postanowił przekształcić RIK w… Instytut Myśli Polskiej im W. Korfantego.

Artyści idą pod prąd

By móc wejść na szczyt, artysta musi być uparty, iść pod prąd, wierzyć w swoją wizję i umieć przekonać do niej publiczność. I tak właśnie działa śląski Marszałek. Przy odwoływaniu Leszka Jodlińskiego z funkcji dyrektora Muzeum Górnośląskiego, Marszałek poszedł swoją drogą i popełnił parę istotnych, podstawowych błędów, które wytknął mu Sąd (sygn. II SA/Gl 599/19). Otóż, Marszałek między innymi zapomniał (ach, to roztargnienie artysty!) zwrócić się do związków zawodowych i stowarzyszeń twórczych o opinię dotyczącą zamiaru odwołania dyrektora – a tego niestety wymaga nudna, urzędowa procedura odwołania. Poza tym uchwała z odwołaniem nie zawierała formalnej części, zwanej uzasadnieniem – a jest ono niezbędnym elementem aktu prawnego.

Przy kolejnym odwołaniu, tym razem Aleksandry Gajewskiej z funkcji dyrektorki Teatru Rozrywki w Chorzowie, Marszałek-Artysta uparcie realizował swoją wizję rzeczywistości i próbował do niej przekonać publiczność: znów nie wystąpił o opinię do związków zawodowych i twórczych. Ale rzeczywistość nie chciała się nagiąć do autorskiej wizji marszałka i bezdusznie tych opinii wymagała, aż w końcu Marszałek sam unieważnił swoją uchwałę, ratując się od porażki – unieważnienia tej uchwały przez Wojewodę.

Jednak trzeba oddać honor – w pozostałych aspektach Marszałek twórczo się rozwinął: napisał uzasadnienie do uchwały! Ale jakie…

Artysta szokuje i zaskakuje

Spodziewaliście się po Marszałku-Artyście zwykłego, urzędowego, zgodnego z nudnymi przepisami uzasadnienia uchwały? O nie, uzasadnienie Chełstowskiego jest nieszablonowe! W normalnym uzasadnieniu należy np. wskazać jakiś konkretny, nudny przepis z ustawy albo kodeksu, który dyrektorka swym zachowaniem naruszyła, przywołać konkretne prawo, które zostało złamane. Pan Chełstowski natomiast rozwinął skrzydła i odleciał. To znaczy dał się – jak na artystę przystało – ponieść emocjom, podając następujące uzasadnienie odwołania:

– postawa dyrektorki „nie licowała z godnością i funkcją piastowaną przez tą osobę” – gdy tymczasem brak w polskim prawie przepisu o licowaniu jako podstawie odwołania. Ale sam wyraz „nie licować” – jakże poetycki! Brawo Marszałku!

– dyrektorka pozostawała „bierną względem padających określeń i formułowanych tez dotyczących pracodawcy” – oczywiście nie mamy przepisów o bierności względem określeń wobec pracodawcy, a co więcej, Marszałek nie jest pracodawcą dyrektora instytucji kultury (taki tam drobiażdżek prawny). Poza tym nie bardzo wiadomo, co miałaby właściwie dyrektorka robić – bronić Marszałka, bo ktoś trzeci o nim źle się wypowiada? Jak? Może drzeć szaty? Kłaść się Rejtanem? Sama jestem aktorką, ale takie teatralne gesty to nawet dla mnie za dużo…

A właściwe to całe to uzasadnienie jest niepowtarzalne, pełne nieutulonego żalu. Jest cackiem wśród uchwał, prawdziwy biały kruk, więc po prostu zacytuję jego większy fragment – podziwiajcie temat, język, frazę!

Prezentowana postawa w zarejestrowanej rozmowie w miejscu publicznym nie licuje z oczekiwanymi przez Zarząd Województwa standardami dotyczącymi promocji pozytywnego wizerunku i postaw niedyskryminujących. Brak stanowczego działania i niejednoznaczne zachowanie w zakresie obelg, jakie padają w kierunku szeroko rozumianego Województwa, jego jednostek, pracowników czy też organów uprawnionych do reprezentacji, w opisywanej sytuacji powinno spotkać się z wyrazem stanowczej i głębokiej dezaprobaty.

Można zatem wywieść z zaprezentowanej rozmowy, że Pani Dyrektor naruszyła poprzez zaniechanie i dalsze uczestniczenie w rozmowie, dobro zakładu pracy, gdyż wypowiedzi rozmówcy przekraczały znamiona dopuszczalnej krytyki. Niestety Pani Dyrektor wobec padających inwektyw oraz dwuznacznej treści dyskusji pozostała bierna”.

Artystów ponosi fantazja

Dodajmy tylko, że organy władzy publicznej działają na podstawie prawa (nudna, konstytucyjna zasada legalizmu), a nie na podstawie wrażeń, oczekiwań, subiektywnym poczuciu dezaprobaty, własnej opinii o braku dyskrecji. Artystów często ponosi fantazja, ale fantazje o tym, że dyrektorka ma bronić Marszałka przed prywatnymi opiniami osób trzecich i płacić za to głową, nie znajdują oparcia w żadnym prawnym nakazie.

Artyści tracą poczucie czasu

Marszałek-Artysta również wykracza poza rozumienie czasu, właściwe zwykłym ludziom. Czas to dla artysty pojęcie względne. Dlatego Marszałek najpierw wszczyna procedurę odwołania Alicji Knast z funkcji dyrektorki Muzeum Śląskiego z powodu naruszeń prawa, a dopiero potem tych naruszeń gorliwie szuka. Jako że jest to work in progress, czekamy na rozwój sztuki.

O Regionalnym Instytucie Kultury i nieudolnych technikach kolażu napiszę może następnym razem.

Artyści są męczący…

Jak widać, Marszałek „w administrację” nie bardzo, ale za to niewątpliwie rozsadza go dusza artysty, chcącego kształtować świat, lepić rzeczywistość podług swoich fantastycznych wizji. Jak sprawić, aby Marszałek mógł się artystycznie wyżyć? Aby mógł dać upust tym nie dającym mu spocząć drganiom duszy? Skorzystałyby na tym śląskie instytucje kultury, odsapnęliby dyrektorzy, pracownicy i pracownice, zyskałaby kultura. A i pracownicy Urzędu Marszałkowskiego będą zadowoleni.

Droga Partio, proszę, znajdź artyście Chełstowskiemu jakąś scenę. Albo pracownię. Daj mu w ręce jakiś instrument albo pędzel.

Albo instytucję. O, na przykład POLIN już długo nie ma dyrektora…

Żartowałam!

Ale tak na serio, to pan Chełstowski jako marszałek – nieustannie siebie i Partię kompromituje. Aż przykro patrzeć. Artysta potrzebuje oklasków, a póki co, jako Marszałek, długo się ich nie doczeka.


Alina Czyżewska

* Wiemy wiemy, że za Marszałkiem posłusznie stoi Zarząd Województwa, więc dla porządku wymieńmy resztę „artystów”: Wojciech Kałuża, Dariusz Starzycki, Izabela Domogała, Michał Woś.